Świat nigdy nie dowiedziałby się o domniemanej ciąży Irmy Grese, gdyby nie pewna książka węgierskiej Żydówki, doktor ginekologii, Giselli Perl, która niedługo po zakończeniu wojny odsłoniła okrutną prawdę, jaka nigdy nie powinna była ujrzeć światła dziennego. Jest to także kolejny etap w dochodzeniu do prawdy, jakim absurdalnym miejscem był obóz zagłady. Czy ciąża Irmy była wydarzeniem autentycznym? A czemu nie miałaby nim być?

Wiele nadzorczyń w czasie kilkumiesięcznej pracy w obozach zachodziło w ciążę i rodziło dzieci. Dla przykładu nadzorczyni Erna Wallisch z Majdanka, zmarła niedawno była esesmanka, w czasie służby zaszła w ciążę z jednym z esesmanów i to był główny powód dla którego opuściła obóz. Inna nadzorczyni z Majdanka, jak wspominały ocalone więźniarki, również zaszła w ciążę, mimo tego, odmienny stan esesmanki nie miał wpływu na jej zachowanie, gdyż do samego rozwiązania katowała więźniów z nie słabnącym sadyzmem.
Irma nie miała powodów żeby postępować inaczej niż pozostałe nadzorczynie w stanie błogosławionym, jednak w jej przypadku sprawa wyglądała nieco inaczej. Dziewczyna wpadła w panikę, bo za nic nie mogła wiedzieć, kto jest ojciem dziecka! Równie dobrze, mógł nim być któryś z niemieckich oficerów, Kramer, Mengele czy „Hatchi”, a co jeśli ojcem dziecka był… ktoś z szerokiego grona więźniów, z którymi Irma miała przyjemność spać? I tutaj dopiero zaczęły się prawdziwe kłopoty Irmy…

W 1948 roku doktor Gisella Perl napisała własne wspomnienia z miesięcy spędzonych w Auschwitz, w książce ze szczegółami przedstawiła całą tragedię więźniów obozu zagłady oraz swoją pracę jako lekarza-ginekologa tysięcy kobiet skazanych na niechybną śmierć. Kiedy Irma Grese leżała (może powinno się napisać gniła) trzeci rok w zbiorowej mogile na cmentarzu więziennym w Hameln, zarówno ci, co byli jej ofiarami, jak i osoby, które co nieco o niej wiedziały z procesu, dowiedzieli się, że młoda nadzorczyni miała swoją tajemnicę, przez dwa lata ukrywaną w obawie przed nazistowskim wymiarem sprawiedliwości. Czego tak bardzo bała się Irma, co mogło przekreślić marzenia młodej dziewczyny o dalszej karierze esesmanki i całkowicie zmienić jej życie, niestety na gorsze?.

W przypadku, kiedy ojciec dziecka był znany, nie robiono żadnych problemów, jeśli para nie była małżeństwem, zazwyczaj obydwoje zgadzali się na zawarcie związku małżeńskiego. Oczywiście chodzi o parę, w której zarówno ojciec jak i matka spłodzonego dziecka byli pełnoprawnymi Aryjczykami. Gorzej, gdy aryjska kobieta „puściła się” z nie-aryjskim mężczyzną w wyniku czego, spłodzone dziecko nie mogło być uznane za wartościowe rasowo. Irma miała więc tylko jedno rozwiązanie, jeśli nie chciała zostać uznaną za potępioną, musiała poddać się aborcji, a o to w obozie nie było trudno. Jak nigdzie, w kacetach przeprowadzano aborcje na masową wręcz skalę.

Doktor Gisella Perl wielokrotnie przeprowadzała aborcje w obozowych rewirach. Robiła to przede wszystkim dla dobra ciężarnych więźniarek, tym samym ratując je przed śmiercią w komorze gazowej. W czasie selekcji kobiety w ciąży, zwłaszcza tej widocznej, nie miały żadnych szans na przeżycie. Jeśli nie zostały od razu skierowane na śmierć, były używane jako króliki doświadczalne przez któregoś z lekarzy SS.

„W obozach koncentracyjnych ciążę przerywa się często nawet w siódmym miesiącu. Nierzadko ciężarne kobiety bije się tak długo, aż tracą poczęte dziecko [...] Żydowscy lekarze więźniowie przeprowadzają potajemnie aborcje u ciężarnych Żydówek, żeby oszczędzić im śmierci przez uduszenie w komorach gazowych. Kobiety przemyca się do baraku sanitarnego, gdzie dokonywane sa aborcje. Często kobiety rodzą jednak dzieci potajemnie, a wiele z tych niemowląt zostaje zabitych i uznanych za martwe płody.”

Źródło:
[Mainwald, Stefan "Seksualność w cieniu swastyki", Wydawnictwo Trio, Warszawa 2003]

Co stałoby się z Irmą, gdyby jej ciąża została zauważona i jeśli ona sama nie umiałaby powiedzieć, kto jest ojciem dziecka? Na jaw wyszłyby wszystkie jej perwersyjne upodobania i biseksualna orientacja, a także fizyczne kontakty z osobami nieczystymi rasowo. Raczej nie byłoby usprawiedliwienia dla tak haniebnych czynów i młoda nadzorczyni musiałaby zostać ukarana, jako przykład dla pozostałych. Tutaj byłyby dwie możliwości, jakie przychodzą mi na myśl, co do dalszych losów Irmy. Na początku łagodniejsze wersje, pierwsza jest taka: zakładając, że ojciem dziecka był niemiecki żołnierz, Irma bierze z nim ślub i nadal pracuje w obozie jako SS-Aufseherin. Inna wersja: ojciec dziecka jest nieznany, ale Irma ma pewność, że jest nim któryś z wartowników lub oficerów SS, dziewczyna zostaje przyjęta do jednego z domów Lebensborn, w którym miałaby zapewnione lokum i opiekę lekarską, a po sprawdzeniu „czystości krwi” państwo dbałoby zarówno o nią oraz o jej aryjskie dziecko. Domy Lebensborn były takimi państwowymi zakładami dla niezamężnych matek, w któych mogły rodzić czyste rasowo dzieci i dostawały opiekę a także uprzywilejowane traktowanie.

Druga możliwość jest bardziej drastyczna. Irma jako świadoma „hańbicielka rasy” zostałaby oficjalnie zdegradowana, zabranoby jej wszelkie przywileje i jako osobę, która złamała ustawę rasową, na podstawie ówczesnych przepisów prawnych, skazanoby na kilka lat w… obozie koncentracyjnym. W dalszym postępowaniu Irma Grese stałaby się obozowym numerem, a w niedługim czasie, podzieliłaby los swoich ofiar: udusiłaby się w komorze gazowej.

Nie wiadomo, co by było, gdyby… ale po co „gdybać”, skoro nie zna się całej prawdy? Jeśli tylko uda mi się wypożyczyć książkę Giselli Perl „Byłam lekarzem w Auschwitz”, to na pewno zamieszczę tutaj odpowiednie cytaty dotyczące Irmy i jej rzekomej aborcji. Z początku myślałam, że jest to tylko kiepski żart któregoś z internautów lub plotka, powtarzana tu i ówdzie przez nieżyczliwe Irmie osoby. Z dokumentów, jakie znajdują się w archiwum muzeum Auschwitz-Birkenau, można dowiedzieć się, że w styczniu 1944 roku, Irma miała robione badania krwi na obecność syfilizmu. I nic ponad to. Resztę, czyli informacje o aborcji, której poddała się Irma można przeczytać w książce „Byłam lekarzem w Auschwitz”.

Co Gisella Perl napisała o Irmie? Pojechała jej ostro po rodzinie, jak to się teraz ładnie mówi. Może był to rodzaj zemsty, ukarania zbrodniarki? Wyrzucenia całego swojego gniewu i niemocy, jaka wtedy towarzyszyła Giselli? Właściwie dlaczego autorka książki miałaby kłamać i pisać zmyślone fakty o intymnym życiu esesmanki? Po co, skoro wtedy Irma już nie żyła, została ukarana w świetle prawa jako zbrodniarka wojenna! Gisella Perl, lekarka, której zadaniem było ratowanie ludzkiego życia, w Auschwitz je niszczyła i to wielokrotnie, a tragedie tamtych ludzi, prześladowały ją jeszcze wiele lat po wojnie. Podobno spisanie relacji czy wspomnień było dla więźniów środkiem pomagającym na przezwyciężenie doświadczeń Zagłady. Tak też zrobiła Gisella, ale czy to wystarczyło by móc spokojnie spać? I to wszystko, co mogę napisać na ten temat. Sprawa, do czasu wyjaśnienia, zostaje zamknięta.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>