W więzieniu Hameln, Irma napisała swój ostatni, pożegnalny list, który skierowany był do rodzeństwa, zwłaszcza do obu sióstr, starszej Lieschen i młodszej Helene. Irma wyraźnie napisała, że pragnie pozostać do końca wierna ideałom Trzeciej Rzeszy i umiera za „Vaterland”. W tym samym liście, datowanym na 11 grudnia 1945 roku, Irma napisała, że w drodze do samochodu, którym skazani mieli zostać przewiezieni na egzekucję, będzie trzymać prawą dłoń na lewej piersi, co miałoby oznaczać nie „Hier”, tylko „Heil”, rzecz jasna wykonać nazistowskiego pozdrowienia z wyciągniętą ręką już nie mogła.

Wszyscy skazani oddali strażnikom więziennym swoje osobiste rzeczy, w tym ubrania i pieniądze. Pełna lista rzeczy, jakie posiadała Irma i które jednocześnie były całym jej dobytkiem, została zamieszona na tej stronie w dziale „Dokumenty”. Rzeczy po zmarłej przekazano siostrom.

„I was awakened by a batman at six o’clock next morning. Friday the 13th of December 1945. I made my way to the prison and met O’Neil and another officer. The mandatory witnesses began to arrive, and finally the British officer in charge of the execution came in. He was Brigadier Paton-Walsh, whom I had known in pre-war days as Deputy Governor of Wandsworth. With him was Miss Wilson, Deputy Governor of Manchester, who had to attend because women were to be hanged. At a few minutes to the hour the Brigadier asked, ‚Are you ready, Pierrepoint?’ I answered ‚Yes sir. ‚Gentlemen, follow me,’ he said, and the procession started.”

Źródło:
[Albert Pierrepoint "Executioner: Pierrepoint"; 1974]

13 grudnia 1945 roku, około godziny dziewiątej rano, przed celą, w której przetrzymywana była Irma Grese stanęło kilku mężczyzn. Był wśród nich kat Albert Pierrepoint, oficer O’Neil z RSM (Regimental Sergeant Major), pełniący funkcję tłumacza oraz oficer Edmund Paton-Walsh, który nadzorował przebieg egzekucji wszystkich trzech kobiet. Towarzyszyło im kilku strażników więziennych, brytyjskich i niemieckich, którzy eskortowali skazańców i pilnowali ogólnego porządku.

Tutaj pojawiają się różne przypuszczalne wersje zdarzeń. Pierwsza wersja zakłada, że Irma Grese była dosłownie ciągnięta na miejsce egzekucji, a kiedy zobaczyła szubienicę, zaczęła błagać o przebaczenie i stawiać coraz większy opór do tego stopnia, że któryś ze strażników został zmuszony uderzyć skazaną w twarz. Wydaje mi się to mało prawdopodobne. Z kolei inna wersja pokazuje Irmę jako bardzo odważną osobę, która nawet w momencie śmierci potrafiła… uśmiechać się do eskortujących ją strażników oraz do samego kata, stojąc już na szafocie. Która wersja jest właściwa? Pewnie prawda leży gdzieś pośrodku.

Jest też dość znaczna rozbieżność, co do kolejności, w jakiej były wieszane trzy kobiety. Były wieszane pojedynczo, to pewne. Pytanie tylko która z nich była tą pierwszą, bo odpowiedź nie jest już taka oczywista. Albert Pierrepoint w autobiografii napisał, że jako pierwszą powiesił Irmę Grese, następnie Elizabeth Volkenrath i na końcu Juanę Bormann. Czy kat mógłby się pomylić, źle zapamiętać kolejność wieszanych? A właściwie to dlaczego w takiej, a nie innej kolejności? Irma była z całej trójki najmłodsza, przypuszczano, że będzie najbardziej przestraszona. Jeśli więc ona pierwsza została zaprowadzona na szafot, znaczy to, że kierowano się wiekiem skazanych. To dość nietypowy wybór, gdyż zazwyczaj wyczytywano osoby w kolejności alfabetycznej, według nazwisk. Wtedy Irma Grese zostałaby powieszona jako druga, a Juana jako pierwsza. W książce o „Pięknej Bestii” autor podaje jeszcze inną możliwość, sugerując się artykułem prasowym „New York Times’a” z 15 grudnia 1945 roku „Kramer and 10 others hanged”, w którym podano, że jako pierwszą powieszono Elizabeth Volkenrath o godzinie 9:34, potem Irmę Grese, a jako ostatnią Juanę Bormann.

Powieszone strażniczki z Belgen Belsen.

 

Nie potrafię powiedzieć, jaka była ta prawdziwa kolejność, najczęściej podaje się informacje, że to Irma Grese była powieszona jako pierwsza, zgodnie z tym, co napisał w swojej autobiograficznej książce Albert Pierrepoint:

„We climbed the stairs to the cells where the condemned were waiting. A German officer at the door leading to the corridor flung open the door and we filed past the row of faces and into the execution chamber. The officers stood at attention. Brigadier Paton-Walsh stood with his wrist-watch raised. He gave me the signal, and a sigh of released breath was audible in the chamber, I walked into the corridor. ‚Irma Grese,’ I called.

The German guards quickly closed all grills on twelve of the inspection holes and opened one door. Irma Grese stepped out. The cell was far too small for me to go inside, and I had to pinion her in the corridor. ‚Follow me,’ I said in English, and O’Neil repeated the order in German. She walked into the execution chamber, gazed for a moment at the officials standing round it, then walked on to the centre of the trap, where I had made a chalk mark. She stood on this mark very firmly, and as I placed the white cap over her hand she said in her languid voice ‚Schnell’. The drop crashed down, and the doctor followed me into the pit and pronounced her dead. After twenty minutes the body was taken down and placed in a coffin ready for burial.

Within another ten minutes I had prepared the rope for Elisabeth Volkenrath, and I went into the corridor and called her name. Half an hour later I had hanged Juana Bormann. We paused for a cup of tea, and I set about adjusting the scaffold for the double executions. I called ‚Josef Kramer, Fritz Klein.’ Kramer came out of his cell first. Although he had lost two stones in weight since he was captured, he was still a powerful man, and I was thankful when I had strapped his thick wrists safely behind him. I marched him to the trap and put the white cap over his face. I came back to the corridor to pinion Klein, then brought him into the execution chamber. On the trap, Klein hardly measured up to Kramer’s shoulder. I adjusted the ropes and flew to the lever. This first double execution took only twenty-five seconds. But there were inevitable delays between the operations. The bodies of the two men were taken off the rope, placed in coffins and taken away at once for burial in the ground outside the condemned cells. The morning progressed slowly, but the business was over by one o’clock. However, the winter dark was already on us when RSM O’Neil came to me before the last double burial and said: ‚There has been a mistake — we are a coffin short for one of the men.’ We wrapped the body in hessian and put it in the grave. He was the thirteenth person to be hanged on Friday the thirteenth before thirteen official witnesses, and there was no coffin for him. But at Belsen they had been buried by bull-dozers, and without hessian.”

Źródło:
[Albert Pierrepoint "Executioner: Pierrepoint"; 1974]

Jak słusznie zauważył Pierrepoint, przy egzekucji zbrodniarzy, byli obecni także wybrani świadkowie, pojawiła się nawet taka propozycja, by wśród tych osób, znaleźli się ocaleni więźniowie Auschwitz oraz Belsen. Jednak w obawie przed emocjami związanymi z samą egzekucją, zaniechano tej propozycji i na trzynastu świadków wybrano osoby spośród załogi więziennej i pozostałych brytyjskich oficerów.
Istnieją jeszcze pewne szczegóły dotyczące śmierci Irmy, na przykład takie, że skazana wchodząc na szubienicę, pokonała siedem stopni najszybciej jak mogła, co pewnie było dość trudne, zważywszy, że miała skrępowane z tyłu ręce. Kiedy stała na szubienicy, kapelan wojskowy podał jej krzyż, który ucałowała i następnie zamknęła oczy. A co do kata, w książce „The Naked Puppets: Auschwitz” autor Christian Bernadac napisał, że kiedy Pierrepoint zakładał Irmie biały kaptur na głowę, szepnął do skazanej: „Wybacz mi”.

Kącik Irmy #7 – Życie po życiu
Irma Grese nie odeszła na zawsze z tego świata. Jej znękana dusza wciąż pojawia się na największym cmentarzu ludzkości – w Auschwitz. Jeśli komuś dopisze szczęście, spotka młodą esesmankę, przechadzającą się w Birkenau w towarzystwie ogromnego wilczura. Czasem pomiędzy barakami dosłyszeć można cichy śpiew „Pięknej Bestii”, nucącej germańskie ballady. Najczęściej widziano ducha Irmy Grese w pobliżu krematorium IV, do którego osobiście zawoziła swoje ofiary… Dość tych bzdur! Historię o duchu Irmy Grese można spokojnie włożyć między bajki! To tylko idiotyczny żart któregoś z internautów i nic więcej. Ale najwidoczniej żart się przyjął, gdyż nie brakuje osób chętnych na jego rozpowszechnianie. Nie ma powodów, dla których dusza Irmy Grese miałaby przemierzyć setki kilometrów i wrócić do Birkenau. Chociaż… podobno każdy morderca kiedyś wraca na miejsce zbrodni.

Wiele lat po wojnie, kiedy Pierrepoint zrezygnował z zawodu kata, przedstawił w książce swój osobisty stosunek do kary śmierci: „Wszyscy ci ludzie, którzy stali przede mną w swych ostatnich chwilach, utwierdzają mnie w przekonaniu, że wykonując swoją pracę nie zapobiegłem ani jednemu morderstwu. A skoro śmierć nie jest w stanie nikogo powstrzymać, to nie należy jej stosować… Moim zdaniem kara śmierci nie służy niczemu, poza zemstą”.

Ach, byłabym zapomniała dodać: 13 grudnia 1945 roku, to był czwartek…

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>