Wymarzony świat Irmy w gruzach

Dodano 28 października 2009, w Ravensbrück, Zbrodnie i biografia Irmy Grese, przez Polcia

Jeśli Irmy Grese nie było w Bergen-Belsen 15 kwietnia 1945 roku, to w takim razie gdzie wtedy była? Uciekła? Nic z tych rzeczy! W połowie kwietnia, Irma znajdowała się wiele kilometrów od obozu Belsen, nie wiedząc, że w tym samym czasie jej koledzy i koleżanki z SS zakończyli definitywnie swoją służbę jako żołnierze III Rzeszy. Oni tak, ale nie Irma! Co więc robiła młoda nadzorczyni? Otóż pilnowała marszu ewakuacyjnego około stu pięćdziesięciu więźniarek Ravensbrück, które eskortowane były na Zachód, byle dalej od nacierającej ofensywy Armii Czerwonej. Zaskoczeni?

Czemu Irma zdecydowała się opuścić Bergen-Belsen? Może po prostu otrzymała takie polecenie od komendanta Kramera, a może w obliczu klęski wojsk niemieckich chciała jeszcze raz zobaczyć się z dawno niewidzianą rodziną? Przecież każdy w trudnych chwilach chce mieć przy sobie kogoś bliskiego? Owszem, pewnie myślała o odwiedzinach rodzinnego domu, ale szczerze wątpię w to, żeby Irma chciała, by jej najbliżsi zobaczyli ją w „akcji”.
Jeśli dobrze zrozumiałam, co autor książki o „Pięknej Bestii” miał na myśli, to właśnie podczas tego marszu śmierci z Ravensbrück, Irma Grese spotkała swoją rodzinę, która także uciekała przed ofensywą radziecką. Można sobie jedynie wyobrazić, co czuł Alfred Grese, przybrana matka i całe liczne rodzeństwo, widząc Irmę w mundurze SS, ponaglającą pejczem tłum wynędzniałych kobiet. Scena jak z prawdziwego rodzinnego dramatu. Podobno ojciec spróbował jeszcze raz przemówić do rozsądku swojej córce. Poprosił ją, żeby zrezygnowała ze służby, zrzuciła mundur SS i dołączyła do rodziny. To była jedyna możliwość dla Irmy, jaka pozwoliłaby jej (kto wie?) uniknąć aresztowania. Ale czy przedłużyłoby to życie esesmanki o tydzień, miesiąc, rok? Gdyby jakimś okrutnym zrządzeniem losu, Irma Grese dostałaby się do niewoli radzieckiej, a znając mentalność owych „barbarzyńców ze Wschodu”, nie wiadomo, czy z miejsca nie zostałaby zgwałcona, następnie rozstrzelana i na końcu wrzucona do którejś ze zbiorowych, bezimiennych mogił? Przyznacie sami, nieciekawa wizja zakończenia kariery…

Będąc lojalną wobec narodu, Irma nie mogła przystać na propozycję ojca. Nawet wtedy, gdy klęska Niemiec była już tak oczywista, jak nigdy przedtem, kiedy w Berlinie toczono najcięższe walki, nie tyle o samo miasto, co o honorową śmierć, kiedy potęga Trzeciej Rzeszy obracała się w pył; Irma odrzuciła pomoc od ludzi, którzy byli jedynymi osobami, jakie ją naprawdę kochały: od własnej rodziny. Nigdy też nie pożegnała się z ojcem.
17 kwietnia Irma wróciła do Bergen-Belsen. Przy bramie głównej, prowadzącej do obozu, została poddana kontroli przez brytyjskiego żołnierza. Wkrótce jedna z ocalałych, Żydówka Gitla Dunkelmann doniosła któremuś z oficerów, że widziała Irmę Grese na terenie obozu, w taki oto sposób, esesmanka została rozpoznana i aresztowana.

„Tauba Biber (liberated at Belsen): — „The barrack I was in was near the gate. One day I looked out and I could see the Lagerkommandant [Camp Commandant, Josef Kramer], with a white armband, and Irma Grese with their arms up in the air and there was a tank with soldiers, but there were no Germans. We gathered that something was happening. So I came back into the barrack and told my sister, „We are free.” But she was so ill she couldn’t understand what was going on. She passed away eight days after the liberation.”

Wtedy też rozegrał się inny dramat Irmy Grese, pomijając to, że została uznana za zbrodniarkę wojenną i aresztowana. Dlaczego tak bardzo zależało Irmie, by wrócić do Belsen? Chyba musiała zdawać sobie choć trochę sprawę z tego, że obóz mógł być już wyzwolony. Jeśli nie wiadomo, o co chodzi, chodzi o… miłość. Pamiętacie Franza Hatzingera? No właśnie, to z jego powodu Irma odrzuciła możliwość ucieczki, po prostu chciała być ze swoim „chłopakiem”, dzieląc z nim los zbrodniarzy wojennych. Czego się nie robi w imię miłości, nawet jeśli oznaczałoby to poświęcenie własnego życia. Irma bez zastanowienia zrobiła to, co na jej miejscu zrobiłaby każda zakochana dziewczyna.

Miłość tych dwojga nie przetrwała trudnych wydarzeń kwietnia 1945 roku. Franz Hatzinger, jak wielu żołnierzy SS i tysiące wyzwolonych więźniów, zachorował na tyfus. Przez długie tygodnie nie udawało się opanować zarazy, palono zakażone baraki i odzież, dezynfekowano cały teren lagru oraz samych ludzi, mimo to, choroba zebrała obfite żniwo. Do końca kwietnia w obozie zmarło dziewięć tysięcy ludzi, a do końca czerwca kolejne cztery tysiące. Organizm esesmana nie mógł zwalczyć morderczej choroby, Franz Hatzinger zmarł 23 kwietnia 1945 roku.

Brytyjczycy natychmiast przystąpili do opanowania rozprzestrzeniającej się epidemii tyfusu. Wobec tych, co przeżyli, zastosowano wszelką możliwą pomoc medyczną. Rozdano ludziom środki higieniczne, doprowadzono do obozu czystą wodę, w której ludzie mogli bez obaw myć się i prać ubrania. Otworzono magazyny żywnościowe i po sprawdzaniu przydatności artykułów spożywczych, rozdano je tym, najbardziej potrzebującym. W szpitalu, który został utworzony na terenie pobliskiego poligonu, umieszczono ludzi najbardziej słabych i wycieńczonych długotrwałą chorobą.
Jednak najbardziej przerażającym widokiem i zarazem największym problemem, z którym musieli uporać się Brytyjczycy, byli zmarli więźniowie. Na całym terenie obozu, leżały bezwładnie ciała około dziesięciu tysięcy zmarłych ludzi. Kiedy umierali, nikt się tym nie przejmował, zostawiano ich w takim miejscu, w jakim się akurat znaleźli w chwili śmierci. Ciała były w większości w stanie rozkładu, stanowiły dodatkowe źródło chorób zakaźnych i zagrożenie dla żyjących. Nie można było tych ciał i ludzkich szczątków pochować w godny sposób. Po prostu nie było na to czasu ani możliwości. Na terenie obozu wykopano czternaście ogromnych dołów, które zostały kolejno ponumerowane i służyły jako zbiorowe mogiły dla dwudziestu trzech tysięcy zmarłych więźniów.

Przez kolejne dni, aresztowani esesmani i esesmanki brali udział w grzebaniu zmarłych. Sceny, w których ludzkie szkielety obciągnięte skórą wleczone są po ziemi i wrzucane do zbiorowych dołów, zostały utrwalone na taśmie filmowej i pokazywane późnej jako kronika wyzwolenia obozu Bergen-Belsen.

Pod koniec kwietnia 1945 roku byłych członków załogi SS, w tym także nadzorczynie, przetransportowano do oddalonego o trzy kilometry od obozu Belsen, dawnego poligonu Wehrmachtu i tam osadzone ich w tymczasowym areszcie. Wtedy też sprawą zbrodniarzy wojennych z Belsen zaczęła interesować się opinia publiczna, głównie prasa. Zaczęto przeprowadzać pierwsze reportaże i wywiady z tymi, co z zimną krwią mordowali tysiące ludzi. Już w kilka dni po wyzwoleniu obozu, komunikaty i sprawozdania dziennikarskich korespondentów wojennych podkreślały fakt, że wszystkie esesmanki pracujące w obozie były osobami młodymi, a w swym okrucieństwie i brutalności, niejednokrotnie przewyższały mężczyzn, żołnierzy SS.

Dla przykładu, pewien angielski korespondent, który przyjechał do Belsen zrobić reportaż o „pięknej nazistowskiej kobiecie”, i któremu w podróży towarzyszyła francuska była więźniarka, zapytał się Irmy Grese: „Dlaczego robiłaś te wszystkie okropne rzeczy?”, na to ona ze spokojem w głosie odpowiedziała: „To było nasze zadanie, by oczyścić Niemcy z elementów anty-socjalistycznych i by zapewnić przyszłość naszemu narodowi!” Od tamtego czasu, w prasie zaczęto określać Irmę Grese mianem „Pięknej Bestii”. 29 kwietnia wszystkich zbrodniarzy przewieziono pod eskortą do więzienia w pobliskiej miejscowości Celle.

SPIEGEL: How did the German prison guards act?
AGNES SASSOON: Brutally. One time I found a potato and wanted to bake it in the ashes of a fire. A female prison guard saw me and told me very kindly to put my hand nearer the fire so that I could warm myself. She was a very impressive. A tall, blue-eyed woman. I can still picture her beautiful white teeth. Suddenly she slammed her boot down on my small hand into the fire. My fingers were crushed and all the skin was burnt. A horrific pain shot through my body. People told me later that this must have been the infamous Irma Grese. I didn’t know women could be so cruel.

Źródło:
[Spiegel Online: "I Can Still Remember the Piles of Corpses", Agnes Sassoon remembers Bergen-Belsen; November 30, 2006]

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>